przegląd gier #1: hermafrodytyczne kurczaki

Maj 4, 2009

Gdybyście się jeszcze nie kapnęli, przemysł gier komputerowych nie ma się najlepiej. To znaczy, gruba forsa nadal idzie do kieszeni różnych korporacyj, ale w konstrukcji wysokobudżetowych gier widać stagnację. Widocznie więcej szmalu dają grafikom niż scenarzystom albo konceptualistom. Stąd… bla bla bla. Wiadomo, dokąd ten akapit zmierza.

Sprawa jest prosta. Co roku odbywa się festiwal gier niezależnych IGF i co roku wyłaniani w jego ramach są mocarni laureaci. Do tego dokładamy kilku niezależnych developerów oraz środowisko związane z programem Game Maker i jesteśmy ustawieni na jakiś czas.

I teraz nastąpi wyliczenie gitesów, jakie ostatnimi czasy udało mi się z internetu wydłubać. Ład i skład to rzeczy, jakich tutaj nie uświadczycie.

Braid

Oczywista sprawa. Ta gra wygrała grand prix IGF za rok 2006 (wtedy w wersji beta). Niedawno wyszła na PC. Z tej okazji można stwierdzić kilka oczywistości:
- gra jest prześliczna (grafikę zrobił klient rysujący A Lesson Is Learned – webcomic impresjonistyczny)
- muzyka znakomita
- stopień trudności nierówny.
- zakończenie, och ach, jakże nieprzewidywalne w grze traktującej o zmianie upływu czasu.
- do tego wszystkiego autor Braid próbuje wszczynać dyskusję na temat kanonów gier komputerowych i ich sposobu oddziaływania na gracza. Czyni to skutecznie (vide masa tekstów na temat), ale niezbyt subtelnie. Teksty mające wprowadzić nas w pseudofabułę są dęte jak opony monster trucka.
- cymes gra, każdy gracz powinien przynajmniej zobaczyć.

The Path

Waga ciężka. Norwegowie zajmują się robieniem dziczy w grach. Wydali MMORPG, w którym gracze kontrolują jelenie (dalibóg!) w wielkim magicznym lesie. Później wyszedł program The Graveyard, gdzie kontrolowało się staruszkę na cmentarzu (staruszka może umrzeć jeśli opłacicie pełną wersję, niezły żart). A teraz pojawiła się przeróbka Czerwonego Kapturka w wersji psychologicznego horroru (wcześniej zapowiadana jako “144“).
Porąbana rzecz, bardzo ciekawie zaprezentowana. Właściwie jest to jak Silent Hill, tylko bez Wielce Symbolicznych Potworów, które trzeba ubić Wielce Symbolicznym Orężem. Idziesz prosto do domku babci, lub spotykasz wilka. I tyle. Autorzy piszą, że jest to “slow game”, jakby odprysk całego slow movement.
Muzykę zrobiła Jarboe, więc można się łatwo kapnąć jaki panuje tu klimat. Nic więcej nie powiem, bo większość radochy pochodzi z własnego odkrywania. Kolejna rzecz do koniecznego obaczenia.

Crayon Physics Deluxe

Student z Finlandii za napisanie tego odpowiedzialny zgarnął nagrodę IGF za zeszły rok. Można się sprzeczać, czy słusznie (konkurentem było mocne World of Goo). Znakomity koncept, gites wykonanie.
Świetny soundtrack, brzmiący jak Sigur Ros albo Mum. Bardzo relaksująca rzecz.

Everyday Shooter

Ciekawy koncept – twórca nagrał kilka prostych kawałków na gitarze elektrycznej (jeden, dwa oszczędne riffy) i dorobił do tego strzelaninę psychodeliczną (w stylu Geometry Wars, Neon Wars Deluxe, etc.).
Piosenek i poziomów jest osiem, są trudne (niektóre nawet diabelnie). Zbierasz punkty za które odblokowujesz nowe tryby, standard.
Najfajniejszy jest tutaj soundtrack. Jak odświeżająco brzmi tradycyjnie przesterowana gitara elektryczna w grze komputerowej. Soundtracki gitarowe ostatnimi czasy to albo żałosny j-pop, albo strojenie do niskiego D, albo orkiestralne wybuchy. Nikomu nie przyszło do głowy nagranie zwykłego prostego distortionu (a’la Eddy Current Suppression Ring).

Brainpipe

Digital Eel to moi ulubieńcy. Ci goście zawsze piszą dziwaczne gry, które jakimś cudem są bardzo grywalne. Wcześniej wydali dwa znakomite kosmiczne roguelike’i. A teraz usiedli do psychodelicznej wersji klasycznego Tempesta. Dograli to tego dziki soundtrack złożony z losowych dźwięków i melodii mający symbolizować podróż przez mózg (jak w tytule).
Gra prosta jak paczka gwoździ – lecisz przez tunel i zbierasz świecące niebieskie żetony. Plus, oczywiście, omijasz przeszkadzajki. Tylko tyle i aż tyle, ale efekt jest potwornie psychotyczny (w sposób zabawny, nie przerażający).

Osmos

Bardziej koncept niż gra. Jeszcze w fazie wczesnej alfy. Rzecz podobna nieco do pierwszego etapu Spore. Zresztą, soundtrack też jest podobny, tylko grafika ciekawsza – zrobiona na naturalistyczną, “komórkową” modłę. Rzecz przypomina niedawny Strange Attractors 2.
Plus, jak zwykle w moim przypadku, soundtrack. Tym razem plumkający delikatnie ambient zespołów Gas i Loscil.

Between

Darmowa eksperymentalna gra logiczna. Koniecznie trzeba w nią grać we dwóch. Jeśli nie macie lokalnej sieci wtedy gra oferuje połączenie z innym graczem przez internet. Niestety, ci rzadko się zjawiają i często rozłączają. Znów, nic nie będę zdradzał, wykumajcie rzecz sami.

Eversion

Darmowa platformówka. Nieskończenie dziwaczna albowiem inspirowana H.P. Lovecraftem. Mówię serio.

Na koniec

chciałem zauważyć, że powyższe to tylko część gitnych mniejszych produkcji, które wyszły ostatnimi czasy. Dzieje się naprawdę dużo i wracają do mnie stare amigowe czasy z ręcznie rysowaną grafiką i konceptami wpływającymi na grywalność, a nie ultrarenderingi z bardzo poważnąfabułą wyjętą z filmów klasy b.

A, byłbym zapomniał – niezły jest też Zeno Clash. To znaczy, spodoba wam się jeśli macie ochotę dać w mordę hermafrodytycznemu kurczakowi. Nadal mówię serio.

Z większych budżetów gitny ostatnio był Burnout Paradise z tym swoim pornograficznie wręcz dokładnym ukazywaniem rozbitek samochodowych.

A w zapowiedziach innych gier same sequele. Nowy PES ma być lepszy (niebywałe!), zmienił się jego producent, ale wątpię by to pomogło.

Starcraft II i Diablo III mają wszelkie prawo być gitnymi, niby. Ale to też sequele. Ciężkie czasy.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.