jesteśmy tylko (kosmicznym) pyłem
Czerwiec 18, 2007
Independence War 2 (aka I-War 2)
Particle Systems 2001

Ojciec opowiadał, że zasnął swego czasu w kinie podczas oglądania Odysei Kosmicznej 2001. Dokładnie przykimał w trakcie osławionej ‘sekwencji kolorystycznej’ pod koniec filmu. Tłumaczył się później, że to było letniego wieczoru a w kinie nie było klimatyzacji. Ja się wcale nie dziwię. Kosmos jest nudny. Pusty.
Więc najwspanialsi twórcy gier wpadli na najwspanialszy pomysł pokolorowania pustej przestrzeni. Nie wiem, kto był w tej mierze pierwszy – Frontier był szaro-czarny, o ile dobrze pamiętam, Wing Commander niebieski, we Freespace 2 mgławica było różowo-fioletowa, Homeworld był żółtawy, etc. Dochodziło nawet do takich głupot jak w beznadziejnym Freelancer gdzie w jasnoniebieskim kosmosie padał śnieg! A I-War 2, przynajmniej na początku, jest zielono-żółty. I nieprzyjemny. Nie ma fajerwerków. To duża poprawa względem jedynki, która była szaro-bura. Ale dość o kolorystyce.
I-War 2 nie jest wybitny. Jest solidny. Autorzy, czym nie omieszkali się pochwalić, napisali porządny system fizyki – statki zachowują się tak jak powinny, manewrowanie wymaga nie tyle refleksu, co planowania przestrzennego. Możemy piracić w okolicznych systemach i zbierać na lepsze uzbrojenie. Mapa planetarna jest naprawdę duża.
Najciekawsza jest fabuła. Particle Systems jak zwykle rzecz zaczęli długim, dobrze zrobionym filmem. Nie ma potrzeby strzeszczać – zaczyna się prywatnie, a kończy na ratowaniu świata. Operujemy z prywatnej tajnej bazy pirackiej (śmiesznie to brzmi), otrzymujemy maile kiedy coś się wydarzy i wylatujemy na wojaże. Postaci naszej załogi i zdigitalizowanego kapitana Jeffersona Clay’a są nieźle zarysowane.
Niestety, jest nudno. Misje nie są aż tak idiotycznie trudne jak w jedynce (“masz tu stateczek i dwanaście rakiet – rozwal teraz dywizjon korwet po drugiej stronie systemu”), ale nadal brak w nich dynamizmu. Latamy najczęściej na cięższym sprzęcie, manewruje się ospale, strzela niemrawo. Zresztą, rzecz jest w ustawieniu celu przed dziobem statku, celowaniem zajmuje się komputer. Rakiety jest stosunkowo łatwo wymanewrować. Nawet holownik nie ma z tym problemu przy odpowiedniej prędkości. Potyczki z większą ilością przeciwników są trudne do czasu uzyskania pocisków Disruptor. Wrogie myśliwce zamiast manewrować często ustawiają się za rufą naszego statku i walą jak do kaczki. W dalszych częściach gry trzeba przeskoczyć kilka systemów zanim dotrze się do miejsca zdarzeń, a save’ować można tylko w bazie. Stąd kilkakrotne oglądanie tej samej (tak samo zajmującej) drogi przez kolejne bramy międzysystemowe…
Jak na rekomendację nie zabrzmiało to wyjątkowo zachęcająco, ale w tym cały sęk. I-War 2 nie jest zachwycający, ale dał mi tydzień niegłupiej i niełatwej rozrywki. Przy okazji, zwróćcie uwagę na soundtrack. Jest całkiem ciekawie zrobiony – z początku minimalistyczny, z upływem gry zyskuje na brzmieniu. Ciekawy zabieg.